Mam pewną kontrowersyjną opinię. Uważam, że 1 stycznia to jeden z najgorszych dni w roku. Zazwyczaj uczestniczymy w większej lub mniejszej zabawie sylwestrowej trwającej całą noc. Następnie budzimy się następnego dnia często zmęczeni na kacu. Dzień jest krótki i po kilku godzinach robi się ciemno. Jeszcze przed chwilą świętowaliśmy zakończenie starego roku i nadejście czegoś nowego, a teraz orientujemy się, że na zewnątrz jest zimno, szaroburo i ponuro. Tak będzie jeszcze przez wiele tygodni. Nic dziwnego, że niedługo później przypada “Blue Monday”, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku.

Pierwsza wyprawa w 2021 to była zwykła ok. 10 km pętla dookoła mojego domu po okolicznych polach i lasach. Pomimo bardzo kiepskiej pogody, to bardzo dobrze wspominam ten dzień i wtedy narodziła się tradycja “wypraw noworocznych”.
Dlatego nigdy nie byłem wielkim fanem specjalnie hucznego obchodzenia Sylwestra. Od zawsze denerwował mnie ten dysonans. Jednego dnia super się bawimy i świętujemy, a następnego panuje odmienny bardziej depresyjny nastrój. Z drugiej strony teoretycznie pierwszy dzień nowego roku powinien w symboliczny sposób oznaczać początek czegoś nowego. Otwierają się nowe perspektywy, mamy czystą kartę i zapominamy o tym, co złego było w roku poprzednim. Stąd wiele osób właśnie w tym czasie tworzy swoje postanowienia noworoczne, ponieważ mają poczucie świeżego startu.

W kolejnym roku (2022) zrealizowałem najdłuższą jak dotąd wyprawę. Postanowiłem przejść pieszo ponad 20 km do innej miejscowości przy okazji idąc fragment dosyć długiego szlaku długodystansowego.
Dlatego kilka lat temu, aby przeciwdziałać negatywnej aurze 1 stycznia i wejść w Nowy Rok ze świeżą energią, wymyśliłem koncepcję “wyprawy noworocznej”. Nie jest to nic specjalnie oryginalnego. Po prostu jest to dłuższa wędrówka po okolicy w noworoczny poranek. Zainspirowałem się osobami, które w aktywny sposób starają się spędzić ten dzień np. uczestnicząc w morsowaniu, specjalnie organizowanym biegu, czy nawet w spływie kajakowym. Stwierdziłem, że jest to genialny w swojej prostocie pomysł. Zamiast zamulać cały dzień z kacem w łóżku, można spędzić go na świeżym powietrzu przełamując ten powszechny depresyjny klimat.

Trzecia wyprawa w 2023 polegała na eksploracji okolic sporego jeziora ukrytego głęboko w lesie. Pogoda tego dnia była właściwie wiosenna, a nie zimowa. Cały dzień świeciło słońce i można było iść w krótkim rękawie!
Założenia takiej “wyprawy” są bardzo proste:
- Zaczynam rano zaraz po przebudzeniu. Po prostu ubieram się, jem szybkie śniadanie, robię herbatę do termosu i wychodzę z domu. Nawet jeśli mieszkamy w mieście, to tego dnia nie spotkamy praktycznie nikogo o poranku. Taki jest cel, aby przemieszczać się w ciszy i samotności, kiedy reszta odsypia zabawę sylwestrową. Mamy wtedy poczucie, że już od pierwszych chwil nowego roku już coś robimy i działamy. Może jest to “głupie”, ale w moim wypadku bardzo dobrze nastraja mnie takie podejście na początek roku.
- Trasa wyprawy nie ma najmniejszego znaczenia, tak jak i jej długość. Najprościej jest po prostu wyjsć z domu (lub miejsca gdzie spędzamy Sylwestra) i zrobić dłuższą pętlę dookoła. Jeśli w naszej okolicy nie ma absolutnie nic ciekawego, to można podjechać samochodem, czy autobusem do pobliskiego parku, lasu, rezerwatu, itp. Jednak chodzi o to, aby jak najbardziej zmniejszyć wszystkie bariery powstrzymujące nas od wyjścia.
- Ograniczamy przygotowania do minimum. Wystarczy się ciepło ubrać i wziąć coś ciepłego do picia. Nie ma tutaj wielkiej filozofii i o to chodzi :)

W 2024 r. spędzałem Sylwestra w górach. Wykorzystałem ten moment na odbycie mojej wyprawy noworocznej na skiturach. W dodatku był to mój pierwszy raz, kiedy wchodziłem na nartach, a nie tylko zjeżdżałem.
Poniżej znajduje się kilka inspiracji, jak taka wyprawa noworoczna może wyglądać:
- Najprostszą wersją jest po prostu spacer dookoła naszego domu. Długość takiej pętli możemy dowolnie regulować w zależności od naszej kondycji i woli.
- Jeśli mieszkamy w mieście z dala od terenów zielonych, to można odwiedzić mniej znaną okolicę, czy dzielnicę. Osobiście podczas każdej takiej wyprawy staram się dodać taki “eksploracyjny punkt”, czyli miejsce, gdzie nigdy nie byłem.
- Czasem naturalne obiekty wyznaczają nam automatycznie trasę. Możemy iść wzdłuż rzeki, dookoła jeziora, brzegiem morza, czy granicą lasu.
- Warto sprawdzić, czy w pobliżu nie przebiega szlak turystyczny. Jest to doskonała okazja do odkrycia tej trasy i przejścia chociaż niewielkiego fragmentu, jeśli jest to dłuższa trasa.
- Jeśli spędzamy sylwestra w górach, to aż prosi się o górską wędrówkę o poranku.
- Dobrym pomysłem jest piesza wędrówka w celu odwiedzenia kogoś z rodziny lub znajomych. Tutaj może nie liczy się sama droga, ale bardziej cel końcowy.
- Jeśli mówimy o celu, to oryginalnym planem może być wyprawa do odległej Żabki, czy stacji benzynowej np. po to, aby napić się gorącej kawy, czy herbaty.

Rok temu (2025) przetestowałem format wyprawy wykorzystując niewielki dojazd samochodem. Tym razem odwiedziłem okolice Mięćmierza i Skarpę Dobrską.
Jak widać nie ma tutaj specjalnie wielkiej filozofii. Tak naprawdę taką “wyprawę” może zorganizować każdy przy minimalnym przygotowaniu i to w dowolnej lokalizacji. Od 5 lat z rzędu praktykuję ten sposób rozpoczynania nowego roku i naprawdę świetnie się to sprawdza. Jest to doskonała okazja do przemyślenia wielu rzeczy w spokoju i ciszy. Można w ten trochę symboliczny sposób podsumować sobie zeszły rok i pomyśleć, co nas czeka w następnym.

W tym roku (2026) po prostu przeszedłem się po lokalnym rezerwacie. Nawet zwykły las w zimowej aurze nabiera całkiem innego charakteru. Nie ma nic lepszego w noworoczny poranek niż spacer w lekkim mrozie ze skrzypiącym śniegiem pod nogami :)